Kino norweskie: byt kontra dobrobyt ;)

Wpadłem w uzależnienie. Uzależnienie od norweskiego kina… Jeszcze dziesięć dni temu nie miałem pojęcia, że w ledwie pięciomilionowym kraju, pierwszym w rankingu światowego dobrobytu, powstało w ostatnich latach tyle znakomitych filmów.

Do napisania tej notki zbierałem się od kilku dobrych dni. Najpierw chciałem ją poświęcić zjawiskowemu dokumentowi „Gunnar szuka Boga”, który zobaczyłem na seansie DKF. Później sięgnąłem po dwa filmy Joachima Triera. Tak świetne, że z miejsca uznałem tego młodego (no, może nie tak strasznie młodego: rocznik 1974) reżysera za jednego ze swoich ulubionych twórców europejskiej kinematografii. Zanim udało mi się cokolwiek o nim napisać, obejrzałem w sumie 9 norweskich filmów (w 9 dni) – po prostu wpadłem w uzależnienie. Zamiast pisać i recenzować, wciągałem kolejne filmy jak narkoman ;)

Co jest tak fascynującego w norweskim kinie? Jest w nim jakaś niesamowita autentyczność. Coś, co sprawia, że nawet trochę filozoficzne, egzystencjalne dzieła (w stylu duetu Kieślowski/Piesiewicz albo w stylu Steve’a McQueena) nie nużą, trzymają w napięciu i ogląda się je jak thrillery. Jest w tych filmach mnóstwo „pokiereszowanych” życiowo bohaterów, których losy są dowodem na autodestrukcyjne skłonności ludzi, na atomizację społeczeństw dobrobytu. Ale widać w nich także społeczną wrażliwość, empatię, która sprawia, że kibicujemy życiowym rozbitkom. Całość tej kinematografii jawi się niemal jako… spotkanie grupy anonimowych alkoholików: każdy kolejny film jest spowiedzią, lustracją człowieka, spojrzeniem w głąb jego psychiki.

Norwegowie mogli uczyć się od najlepszych. Byli koproducentami wielu świetnych filmów, które przeszły do klasyki europejskiego kina, np. „Podwójnego życia Weroniki” czy „101 Reykjavik”. W XXI wieku sami osiągnęli już znakomity dorobek, choć poza nagradzanymi w świecie klasykami, jak „Elling” czy „Historie kuchenne”, w ostatnich latach stosunkowo niewiele słyszymy o ich nowych produkcjach. A szkoda, bo naprawdę jest co oglądać. Oto subiektywny ranking filmów, które ostatnio zobaczyłem i kilka krótkich recenzji:

1. „Oslo, 31 sierpnia”

Drugi film Joachima Triera po prostu mnie zmasakrował. Może dlatego, że w postaci głównego bohatera (34-letniego dziennikarza uzależnionego od narkotyków, który po ośmiu miesiącach leczenia próbuje na nowo odnaleźć się w społeczeństwie) w jakimś stopniu zobaczyłem też siebie. Żeby było jasne – to dość uniwersalny obraz ;)

24 godziny z życia Andersa, choć złożone z dość prozaicznych scen, ogląda się jak thriller, jakby obserwowało się tykającą bombę, która może wybuchnie, może nie… Trudno właściwie opisać ten film, trzeba go zobaczyć. Jest w nim coś ze „Słonia” Gusa van Santa, z „Ukrytego” Michaela Haneke, ze „Wstydu” McQueena i coś z noweli „Upadek” Alberta Camusa. Trwająca w tym filmie 18 minut (!) rozmowa Andersa z niegdyś najlepszym przyjacielem nie nuży lecz wciąga widza w opowieść. Podsłuchane w kawiarni rozmowy więcej mówią o aspiracjach młodego pokolenia, niż cała polska kinematografia razem wzięta. „Wszystko będzie zapomniane” – mówi główny bohater w rozmowie z niedawno poznaną dziewczyną gdzieś na zapleczu nocnego klubu. O tym filmie jednak trudno zapomnieć, sam w 10 dni obejrzałem go już cztery razy ;x Film warto obejrzeć także ze względu na świetne zdjęcia, muzykę i rolę Andersa Danielsena Lie, który po tym filmie (i wcześniejszej roli w „Reprise”) zasłużył już chyba na miano Jamesa Deana współczesnej norweskiej kinematografii.

2. „Zniknięcie”

Film Erika Poppe, reżysera porównywanego już do Kieślowskiego czy Bergmana, trafił nawet do kilku polskich kin, a w najbliższy czwartek będzie można go obejrzeć w Przemyślu, w ramach Dyskusyjnego Klubu Filmowego:

To opowieść o Janie (Thomasie), młodym człowieku skazanym za morderstwo dziecka, który wychodzi z więzienia i dostaje pracę jako organista w starej, protestanckiej parafii (w tym samym mieście, w którym wciąż żyją rodzice jego ofiary). Historia opowiedziana z perspektywy sprawcy i matki nieżyjącego chłopca… Mnożące się dramaty prowadzą w finale do… symbolicznego chrztu, wewnętrznego oczyszczenia jednej i drugiej strony. Doskonałe zdjęcia, muzyka, ale też mnóstwo ciekawych wątków i dialogów, które tylko w norweskiej kinematografii mogą wyglądać wiarygodnie. Przykład? Dialog z oficjalnej kolacji – rozmowa matki nieżyjącego chłopaka z żoną szefa jej męża, obserwowana w osłupieniu przez grających twardzieli mężczyzn:
– Mieliśmy kiedyś syna. Jego utrata to jedno, a to, że go nie znaleziono, to co innego.
– Nigdy się nie odnalazł?
– Nie. W sądzie też nic się nie dowiedzieliśmy. Zwalali winę na siebie.
– Też nie mamy grobu do odwiedzenia. [„Sofie, to nie pora…”]. Czasem przychodzi do domu… całkiem wyczerpany. Zajmuję się nim. Daję mu jeść i…  Ale gdy tylko się odwrócę, zaczyna kraść. Jest obcy. Tak, jest narkomanem. Ale jest też moim synkiem. Więc lepiej by było, gdyby nie żył. Mielibyśmy przynajmniej gdzie go żałować. Mówię to tylko dlatego, że go kocham. Ale co dzień zadaję sobie pytanie: „dlaczego”. Teraz jest prawie dorosły. Kiedy się wprowadziliśmy, zakopałam wszystkie jego ubrania w ogrodzie. Pochowałam syna, którego kiedyś znałam…

3. „Reprise”

Debiut Joachima Triera. Opowieść o dwóch 23-latkach, którzy mniej więcej w tym samym czasie wydają debiutanckie powieści. „Ich książki sprzedawały się marnie. Ale Erika i Phillipa, to nie obchodziło. Grunt, że zagadkowa istota książek miała zrobić z nich kultowych klasyków”:

„Reprise” to – zdecydowanie lepsza niż nasze „Jesteś Bogiem” – opowieść o przyjaźni, o twórczości połączonej z szaleństwem, o miłości połączonej z cierpieniem i bólem istnienia. Konfrontacja marzeń z rzeczywistością, konfrontacja różnych postaw i różnych życiowych aspiracji.  W tle – współczesna Norwegia. Nielinearna fabuła, świetne tempo opowieści i mimo wszystko witalność, optymizm bijący z tego filmu (w porównaniu do późniejszego „Oslo, 31 sierpnia”) to na pewno największe atuty debiutu Joachima Triera.

4. „Kłopotliwy człowiek”

Zasłużony deszcz nagród na festiwalach filmowych, za opowieść (trochę jak słynny grecki „Kieł”) będącą metaforą współczesnego, konsumpcyjnego świata, z jego quasi-totalitarnymi cechami… Główny bohater przeżywa bolesne zderzenie z rzeczywistością, w której wszyscy chcą go uszczęśliwić, ale też wszyscy- zamiast prawdziwych relacji – oferują transakcje, zaspokojenie jedynie fizycznych potrzeb.

To opowieść o zunifikowanym, hedonistycznym społeczeństwie dobrobytu, w którym nie sposób nawet… popełnić samobójstwo (makabryczna scena w tunelu metra powinna przejść do klasyki kina ;)), i w którym największą zbrodnią okazuje się… poszukiwanie autentycznego smaku i zapachu :)

5. „Gunnar szuka Boga”

Film, o którym ostatnio miałem przyjemność rozmawiać z innymi widzami po seansie DKF-u, wzbudził skrajnie różne opinie. Myślę, że każdy przeżywa go na swój sposób, wiele tu zależy od naszych osobistych doświadczeń i naszej emocjonalnej dojrzałości:

To, co mi się podobało w tym obrazie, to nienachalna krytyka społeczeństwa konsumpcyjnego, temat pustki bytu w czasach dobrobytu. Spojrzenie na miałkość codzienności – na to jak bezsensownie emocjonujemy się bieżącymi przekazami medialnymi, opowiadającymi o jakiejś odległej, mało przyjemnej rzeczywistości; jak dajemy sobie narzucić szaleńczy, prokonsumpcyjny rytm rzeczywistości; jak potrzeby materialne (weekendowe wypady do galerii handlowych) stały się dla nas substytutem wszelkich potrzeb duchowych. Duży plus za montaż, za zmienne tempo tej opowieści – za spowolnienie tempa, które pozwala znaleźć chwilę, by zastanowić się nad tym, co naprawdę ważne…

6. Jeśli już przebrniecie przez te tytuły i spodoba Wam się kino norweskie, warto na pewno obejrzeć wspomnianą na wstępie klasykę, czyli „Ellinga” i „Historie kuchenne„, inteligentny i pogodny komediodramat „Kumple„, nieco metafizyczny debiut Erika Poppe „Oslo, Hawaje„, intrygujące „Uno„, no i „Pewnego dżentelmena” z… polską telewizją i Krzysztofem Krawczykiem (tu: rozrywką dla ćwierćinteligentów) w tle ;)

Reklamy

About Andrzej Orzechowski

dziennikarz, DJ, etc. :) autor książki "Pogranicze 1991-98. Romantyzm i niezależność": http://issuu.com/orzechowski/docs/pogranicze_ready/

9 responses »

  1. przyjemnie pomyśleć,że podobnie odczuwamy, napisane z zaangażowaniem jak to się kiedyś mówiło, pozdrawiam

    Odpowiedz
  2. MarcinSopot

    W podobny nałóg ostatnio też wpadłem:) …jakos sie zaczęło od „Wyspy skazańców” i w zasadzie przez ostatnie dwa tygodnie nie szukam innych filmów jak norweskich.Dzięki za podpowiedzi filmów Joachima Triera. Polecam „Happy.happy”/super rola Agnes Kittelsen-filmowa Kaja/,…kupa śmiechu,ale i dramatu dwojga par.Proponuje nie czytać opisu np na filmweb.pl …przerost intelektualny nad treścia i konfabulacje:)) a wszystko w kinie norweskim jest tak prosto powiedziane,….bardzo dobrze pokazują uczucia,..jakiekolwiek.To norwegowie robia po mistrzowsku. Może dlatego że na co dzień sa skryci i małomówni,nawet infantylni.Tak ocenia ich moja rodzina (od 30lat w Oslo) Może tutaj własnie tkwi prosty sekret tej prawdziwości zawartej w filmach. Nie moge tylko przebrnąc przez horrory-sensacyjno-dramatyczne. Turysci w górach,tajemnicze morderstwa,…..no ale wszedzie sie knoty trafiają. Fajny aktor to Kristoffer Joner,…i właśnie w takich pokretach grywa:) Naszczescie jest w czym wybierac tylko z tłumaczeniem jest gorzej,….z nynorsk na polski. .Pozdrawiam,świetny opis powyżej kina norweskiego.Tak trzymac! Hawk!

    Odpowiedz
  3. Obejrzeliśmy “Kłopotliwy człowiek”, nie jest to miły i przyjemny filmy, a historia ciagnie się w nieskończoność jak flaki które tam spływają z nieboszczyka.
    Naprawdę trzeba sie po tym odtruwać żeby obejrzeć kolejne.
    Jak na razie za nami Hapy, Hapy – i to film który można obejrzeć, słaby ale „komizm” sytuacji rekompensuje resztę.
    Było też Kon_tiki, tak, należy go obejrzeć. Dobre zdjęcia i scenariusz.
    Zaczęliśmy “Reprise” tyle że wrażenie oparcia na Ameli Poulain było na tyle mocne że skońćzylismy właśnie na Ameli.
    Dzięki za listę i napewno po obejrzeniu kolejnych zajrzymy

    Odpowiedz
  4. Gdzie mozna ogladnac te filmy :( ?

    Odpowiedz
  5. Ja ze swojej strony polecam Wyspe skazancow (wspanialy film, prawdziwe, swietne kino, fabula trzymajaca w niepewnosci )Kon-Tiki ( na faktach, az mi bylo trudno uwiezyc ze to norweski film, chyba nie docenialam norweskiej kinematografii, rewelacyjny), Upperdog (lekki i przyjemny w ogladaniu ale poruszajacy istotne problemy), Historie kuchenne ( poprostu zaniemowilam po obejzeniu tego filmu, tez niby lekki ale porusza istotne sprawy, zachwycil mnie sposob w jaki ten film zostal nakrecony, dobor aktorow oraz dialogi, rewelacja) i z islandzkich 101 Reykjavík ( dla mnie kultowy, islanczycy pokazali w 100 procentach „obrazy” chodzace po reykjavikoskich ulicach) i Noi Albinoi moj ulubiony dzieki temu ze w sposob szczery az do bolu ukazuje zycie w malych islandzkich spolecznosciach oraz wstrzasajace fakty, ktore mialy miejsce w latach 90/1996 r. Filmy zostaja na dlugo w pamieci.
    Wpadlam rowniez w ten nalog i absolutnie nie mam zamiaru z niego wychodzic ;)

    Odpowiedz
  6. A czy ktoś mi może podpowiedzieć co to za film, który przedstawia historię kilku rodzin mieszkających na przedmieściach: chłopiec, który stracił psa przyjaciela, młoda dziewczyna, która zagrała w filmie porno, para, która ucieka (ona uzależniona od cydru), ojciec mieszkający z synem (ten pierwszy ma problem z obżarstwem)
    Nie udało mi sie obejrzec do końca.
    Z góry dziękuję :)

    Odpowiedz
  7. Polecam „Polowanie”!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Odpowiedz
  8. Najwieksze wrazenie na mnie zrobił film Gnade ( ogladalam na Zalukaj ). Wszyscy moi znajomi, i ja oczywiscie, sa po obejrzeniu w szoku. Wspaniały. Z dokumentalnych polecam Pocieszenie. Z watkiem kryminlanym – Labirynt ( ale ten jest chyba szwedzki).
    Pozdrawiam wszystkich milosnikow kina norweskiego.

    Odpowiedz

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: